Zastanawiasz się, co ubrać na narty? (Bo facet Cię zaprosił, a Ty ostatni raz miałaś na sobie kombinezon w podstawówce?). Kochana, klucz do sukcesu to nie jeden gruby sweter, ale trzy sprytne warstwy! (Serio, zasada „na cebulkę” to w górach świętość!). Sprawdź, jak to ogarnąć, żeby nie zmarznąć i nie wyglądać jak ludzik Michelin!
Podstawą stroju na narty są trzy warstwy (ubiór „na cebulkę”)
Nigdy nie zakładaj bawełny! (np. T-shirtu) – chłonie pot i wychładza
Kluczowa jest bielizna termoaktywna, która odprowadza wilgoć
Potrzebujesz dobrych, długich skarpet narciarskich (jedna para!)
Kominiarka pod kask to najlepszy patent na ciepło
Spis Treści
Jak się ubrać na narty pierwszy raz? (Zasada 3 warstw!)
Okay, dziewczyny, zapamiętajcie to, jak PIN do karty. (Bo nic tak nie psuje dnia na stoku, jak dreszcze z zimna albo mokre plecy). Ubieramy się warstwowo:
Warstwa bazowa (tuż przy ciele): Ma odprowadzać pot.
Warstwa środkowa (izolacja): Ma Cię grzać.
Warstwa zewnętrzna (ochrona): Ma chronić przed wiatrem i śniegiem.
Dzięki temu, jak Ci za gorąco, zdejmujesz jedną warstwę (środkową), a jak zimno, dokładasz. Proste!
Jaka bielizna termoaktywna na narty będzie najlepsza?
To jest, kochana, Twój absolutny must-have. (Serio, ważniejsze niż idealny kolor kurtki!). To pierwsza warstwa, czyli koszulka z długim rękawem i legginsy (kalesony). Ale uwaga! Żadnej bawełny! Bawełna chłonie pot jak gąbka i zostaje mokra. Po jednym zjeździe masz na plecach lodowaty kompres. Brrr!
Wybieraj bieliznę termoaktywną – z syntetyków (poliester, poliamid) albo (jeśli masz budżet i lubisz luksus) z wełny merino. Te materiały „wyciągają” pot ze skóry na zewnątrz, dzięki czemu jest Ci sucho i ciepło.
Co ubrać jako drugą warstwę, czyli ocieplenie?
Na bieliznę termoaktywną zakładasz coś, co Cię ogrzeje. Tu królują:
Bluza polarowa: Lekka, ciepła, dobrze oddycha. Klasyk!
Cienki sweter puchowy: Taka lekka kurteczka „puchówka” (syntetyczna lub naturalna). Mega ciepła, a lekka.
Bluza techniczna: Znowu, z materiałów sportowych, nie bawełniana bluza z kapturem, w której chodzisz po domu!
Grubość tej warstwy dobierasz do pogody. Jak jest -15°C, bierzesz gruby polar. Jak jest +2°C i słońce, czasem wystarczy sama bielizna termo i kurtka.
Jaka kurtka i spodnie na narty? (Warstwa zewnętrzna)
To Twoja tarcza. Tu liczy się membrana – czyli materiał, który nie przepuszcza wody i wiatru z zewnątrz, ale wypuszcza parę (pot) ze środka.
Kurtka narciarska: Musi mieć membranę (np. 5 000 – 10 000 to dobry start), pas śnieżny (żeby śnieg nie wpadł Ci pod plecy przy wywrotce!) i kieszonkę na skipass (zazwyczaj na rękawie).
Spodnie narciarskie: Też z membraną. Ważne, żeby miały szelki (serio, nic gorszego niż spodnie zjeżdżające z tyłka) albo dobrą regulację w pasie. Fartuchy przeciwśnieżne w nogawkach (takie gumki) to mus, żeby śnieg nie wlatywał do butów.
Jakie skarpety i co ubrać pod kask narciarski?
To są detale, które robią różnicę!
Skarpety: Tylko JEDNA PARA! (Tak, wiem, babcia kazała dwie, ale babcia się myliła!). Dwie pary blokują krążenie, stopa marznie szybciej i robisz sobie odciski. Potrzebujesz długich skarpet narciarskich (też z wełny merino lub syntetyków, nie bawełniane!).
Pod kask: Kask jest obowiązkowy! A pod niego? Żadnych grubych, wełnianych czapek z pomponem! (Pompon się nie zmieści, a czapka zrujnuje dopasowanie kasku). Najlepsza jest cienka kominiarka termoaktywna. Chroni twarz, szyję i uszy przed wiatrem i mrozem. (A Ty wyglądasz jak ninja. Zawsze spoko!).
Rękawice: Koniecznie narciarskie, wodoodporne i ciepłe (z membraną).
Podsumowanie: Na stoku wygoda = bezpieczeństwo (i dobra zabawa!)
Dziewczyny, podsumujmy. Co ubrać na narty? Przede wszystkim mądrze! (Moda jest ważna, ale odmrożony nos jeszcze nikomu nie dodał uroku). Pamiętaj o trzech warstwach, pożegnaj bawełnę i zainwestuj w dobrą bieliznę termoaktywną. Do tego ciepły polar, dobra kurtka, spodnie z szelkami i kominiarka pod kask. (A jak już będziesz bezpieczna i ciepła, możesz się skupić na szukaniu tego przystojnego instruktora… Albo na nauce skrętów. Co wolisz!). Udanej zabawy!





